Klub Dziennikarza

Zapraszamy do nowo otwartego klubu aktywnych, ciekawych świata i ludzi wszystkich chętnych w wieku gimnazjalnym i ponadgimnazjalnym.
Proponujemy: wyjazdy do redakcji prasowych, studia radiowego i telewizyjnego! Spotkania z dziennikarzami, fotografami prasowymi, publikacje swoich najlepszych tekstów na łamach prasy regionalnej, stworzenie gazetki klubowej, możliwość przeprowadzenia wywiadów z artystami.
 
Kiedy: środa, godz. 18.00-20.00
Gdzie: sala klubowa OCK
Instruktorzy: Ewa Kalus, Beata Wojewoda-Teresińska
 

WYWIAD Z CZESŁAWEM MOZILEM (22 WRZESNIA 2014):
Z Czesławem Mozilem rozmawiały Agata Czopek i Patrycja Dziechciarz (Klub Dziennikarza OCK)
czeslaw1czeslaw2
Program Czesław Śpiewa Solo Act  zgromadził tłumy! Zabrzmiały największe przeboje z płyty "Debiut",  "POP" oraz albumu "Czesław Śpiewa Miłosza". Najwięcej emocji wzbudziły opowieści Czesława o genezie powstania utworów, ale przede wszystkim jego autobiograficzne wyznania. Po koncercie artysta długo rozmawiał z młodymi dziennikarkami (Klub Dziennikarza OCK). Niżej fragmenty wywiadu:

Agata, Patrycja: Jakie są Pana wrażenia po dzisiejszym koncercie ?

Czesław Mozil : Bardzo fajnie.  Mam takie poczucie,  że czym lepsza sala jak tutaj - to jest tak dzisiaj zrozumiałem, że może powinienem sprzedawać to małym teatrom  -  mogę skupić uwagę na siebie i mogę opowiedzieć historię  i mam poczucie, że mogę mówić z mikrofonem, bez mikrofonu, a i tak mnie słychać, więc jestem bardzo zadowolony. Było miło i mam takie poczucie, że ludzie też wychodzili zadowoleni, albo inaczej nie chciałbym, żeby to było po prostu obojętnie, takie sobie, więc albo ktoś wychodzi bardzo zdenerwowany, mówi: „Przecież to nie jest tak jak powinno być!”, albo po prostu zachwycony, że zobaczył coś innego.

AP: Jak zaczęła się Pana kariera ?

CzM : To znaczy jestem przekonany, że to były te jasełka (śmiech), ale tak na prawdę to są różne jakieś kroki. Zawsze się grało muzykę od małego. Chodziło się na pianino, później na akordeon. To, że  trafiło się szerzej to też przez przypadek, bo płyta „Debiut”, która się ukazała 2008 roku, była  niżowa. Nikt się nie spodziewał, że trafi tak szeroko […]. Dostała podwójna platynę i na pewno przez  to, że jestem „panem z telewizji”  teraz, a może już nie długo. Toteż mogłem dotrzeć do innej grupy ludzi, która  mojej muzyki nigdy nie znała. I to mnie bardzo cieszy, więc tak można powiedzieć, że na pewno w 2007/2008 roku widziałem mój profil na portalu „My space”. A że nie panowałem nad tym, co się działo prze Internet…  Ludzie po prostu wysyłali innym moje piosenki. Jak  pytasz kiedy się zaczęła moja kariera, to wiesz, teraz myślę, kiedy ona się skończy.  Nie wiem…,  będę się starać i robić fajne rzeczy i trzymać jakiś poziom, ale chyba się zaczęła tak na pewno z wydaniem „Debiutu”.

AP: A skąd Pan czerpie w ogóle tematy do muzyki,  te wszystkie Japońskie gry i tak dalej?

CzM: Robi się muzykę, a potem patrzy się  wstecz i się widzi, że są jakieś takie porównania, że nagle dlaczego ty robisz to takie fajne, proste, takie bajkowe. Nagle patrzę na siebie,  na swoją młodość i zaczynam widzieć takie panele […] że chyba „to i to” jest jakby inspirowane „tym”. Cieszę się, że jestem -to znaczy mam nadzieję, że jestem- tolerancyjnym człowiekiem,  a nawet się łapie czasami na tym, że jestem aż za bardzo tolerancyjny. Kiedy rozmawiam np. dzisiaj o różnych tematach, wiedząc o tym, że sam mam mnóstwo różnych słabości, nie chcę, żeby taki koncert  był moralizującym  występem.  Chcę powiedzieć, że nie pozwolę sobie, żeby ludzie mówili mi, że jestem gorszy, albo że jestem mniej polski. Dlaczego? Chiałbym, żebyśmy się szanowali wszyscy na co dzień. Takie tematy są dla mnie ważne. Ale zapomniałem, co miałem powiedzieć.. (śmiech) Twoje pytanie było jakie ?

AP: Skąd Pan czerpie …

CzM: Aaaa, no to na pewno dużo takich wątków, które ja pamiętam.  Nie zagrałem dzisiaj takiej piosenki, ale ona się nazywa „Polski satelita”, ale w Danii jadę i  widzę gdzie Polak mieszka. Jadę i widzę polską satelitę i to jest śmieszne. śmieję się czasami, że jak się jest na emigracji to się lepiej człowiek orientuje, co jest w polskim showbiznesie niż ludzie, którzy mieszkają w Polsce. Dlatego wątki czerpię z  życia.   Nie piszę tekstów, ale  dzwonię do przyjaciela i mówię mu: „Posłuchaj mam taki temat”  i podsuwam mu pomysł. Wtedy ta piosenka nie jest taka obca,  staje się moją i ja piszę muzykę. To są tematy, które mnie po prostu jarają.  Tak marzy mi się po prostu, żeby napisać płytę, gdzie śpiewam do wszystkich tych dzieci, których nigdy nie dostałem. Bo piosenki o kobietach stają sie nudne, ale fajnie by było śpiewać do swoich dzieci, których nigdy się nie miało i opisywać im jak się spotkałem z ich mamą. To coś takiego byłoby śmieszne. No, ale to moja fantazja.  Zobaczymy.

AP: Mówią o Panu człowiek orkiestra, dlaczego ?

CzM: To nie jest prawda. Tak się mówi o ludziach, którzy grają na mnóstwu innych instrumentach . Ja gram na pianinie i na akordeonie. Za to mam na pewno dużo przyjaciół, którzy grają niesamowicie i są ludźmi orkiestra. To jest złe określenie i na pewno ja sobie jego nie nadałem i mam nadzieję, że to kiedyś ze mnie zejdzie. Nie jestem multiinstrumentalistą, choć naprawdę bym chciał, ale się nigdy nie nauczyłem na gitarze czy na basie, na perkusji,  to jest właśnie mój kompleks.

AP: Najbliższe plany związane z muzyką?

CzM: Najbliższe … płyta „Księga emigrantów. Pierwszy tom”, który będzie ujawniony już 6 października no i to jest taki plan i całą jesień jeździmy po Polsce do większych miast z zespołem.  To jest najważniejsze dla mnie. A za rok, latem, chciałbym zacząć pracę nad drugą „księgą emigrantów”. Tam znajdą się już bardziej pozytywne historie, eleganckie, śmieszne, dziwne… i ta plyta będzie też dziwna muzycznie, taka awangarda. A więc to będzie bardzo mało medialne, niestety,  ale taki mam plan. I trzecia księga emigrantów to będzie już orkiestra i dzieło dla orkiestry symfonicznej i dla mojego zespołu. Oryginalny materiał, nowy…  To moje marzenie,  plan…  Zobaczymy co z tego wyjdzie.

AP: Do kiedy zapełniony jest Pana grafik. Trasa koncertowa  jest długa ?

CzM: Tak, do końca roku. Wiem, co mam robić i cieszę się, bo to nadaje życiu takiej stabilności.  Poniedziałki, wtorki, środy wracam do Warszawy , ogarniam swoją firmę i te rzeczy,  a w weekendy jadę w trasę. Wiosną chciałbym pojechać do Polonii, pojeździć po Europie i zaśpiewać piosenki emigranckie, właśnie emigrantom. Z czego się bardzo cieszę, ale także boję.

AP: Kiedy Pan postanowił, że przyszłaś będzie związana z muzyką?

CzM: Chyba nigdy nie postanowiłem. Ja o tym marzyłem. Dostałem się na studia muzyczne, grałem na akordeonie, ale wiedziałem, że nie będę wirtuozem akordeonowym […] Na pewno lubię grać, nie spodziewałem się, że mogę w Polsce, w moim kraju,  być jakąś kropelką i mogę być elementem tej sceny polskiej. A przez przypadek się przebiłem, bo zrobiłem płytę po polsku, więc to były marzenia, ale na pewno nie było to coś, co postanowiłem. Mam szczęście chyba, że mogę tak w tej chwili, żyć z tego, że mogę zagrać w miejscu, którego nie znam.  Mam poczucie, że dzisiaj coś z siebie dałem i ludzie coś dali mi, to mnie tak trochę buduje, czuję się silniejszy, potrzebny.

AP: Jak organizuje sobie Pan czas wolny ? Jakieś hobby ?

CzM:Moim hobby są gry komputerowe, a mam tak mało czasu, że dawno  nie grałem. To dziwne i jakoś nie jestem dobry do czasu wolnego, więc staram się nie mieć tego wolnego czasu. […] Trudno powiedzieć, chciałbym mieć jakieś hobby. Tak sobie planuje jakieś wakacje, albo wyjazdy, ale nie wiem to jest trudny temat.

AP: Na początku kariery wzorował się Pan na kimś?

CzM: Uwielbiam  różnych muzyków, ale to byłoby strasznie głupie, bo kim ja mam być? To że ja kocham Justina Timberlanda, a też lubię Nick Keiwa, ale nie można być nimi, trzeba próbować być sobą. A to, że mam dużo idoli i dużo muzyki słucham, tego nie ukrywam w ogóle. Ale gdyby człowiek się wzorował na kimś, to żylibyśmy jak w  programie „Twoja twarz brzmi znajomo”. Może jest fajnym programem rozrywkowym, ale to wszystko jest takie troszkę śmieszne.

AP: Czy czuje się Pan bardziej Polakiem, bo przecież mama Polka, tata z Ukrainy ?

CzM: Zawsze czułem się Polakiem, Polakiem, który ma ojca Ukraińca, który jest dobrze zintegrowany w Danii. To było bardzo łatwe. Oczywiście kocham Danię, czuję się bardzo „zduńczony” Tak to było, że w domu utrzymywaliśmy tradycje polskie. Przez to, że mówię płynnie po duńsku, na pewno czuję się bardzo duński i na pewno bardziej  duński niż sam chciałbym to przyznać. Kiedy Dania gra w piłkę to bardziej przeżywam niż Polska gra w piłkę , może dlatego, że  oglądałem mecze będąc w Danii jako mały chłopak. Na przykład siatkówki nigdy nie oglądałem w Dani, więc siatkówka była polską dyscypliną, tak to widziałem i czułem. Dlatego zawsze czułem się Polakiem.

AP: Czego możemy Panu życzyć?

CzM: Przede wszystkim zdrowia, bo ze szczęściem nie jest tak zawsze łatwo, ale zdrowie jest najważniejsze.

Z Czesławem Mozilem
rozmawiały Agata Czopek i Patrycja Dziechciarz (Klub Dziennikarza OCK)

kd